Dzień bez Przekleństw
Polszczyzna posiada wyjątkowe słowo, które potrafi pełnić funkcję rzeczownika, czasownika, przymiotnika, a nawet przecinka jednocześnie. Dzień bez Przekleństw, obchodzony 17 grudnia, zachęca do eksperymentu: przez 24 godziny poradzić sobie bez niego i bez innych wulgaryzmów.
Pochodzenie święta
Data 17 grudnia nie ma potwierdzonego źródła – funkcjonuje w polskich kalendarzach bez wskazania inicjatora. Wiele publikacji łączy to święto z amerykańską inicjatywą nastolatka McKaya Hatcha, który w 2007 roku założył w Kalifornii klub promujący mowę bez wulgaryzmów. Jednak tamta akcja obchodzona jest w innym terminie, więc związek z grudniową datą pozostaje niejasny.
Niezależnie od genezy
święto przyjęło się w polskich szkołach i instytucjach, gdzie bywa pretekstem do zajęć o kulturze języka.
Różnice między przekleństwem, wulgaryzmem i przerywnikiem
Językoznawcy rozróżniają trzy kategorie słów, które w potocznym użyciu często się zlewają. Przekleństwo pierwotnie było formułą złorzeczenia, czyli życzeniem komuś nieszczęścia. Wulgaryzm to słowo naruszające normę obyczajową, zwykle odnoszące się do sfery seksualnej lub fizjologicznej. Najczęstszy jest jednak trzeci przypadek: przerywnik – słowo wypowiadane odruchowo, bez treści, tylko po to, by wypełnić pauzę.
To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie
. Najtrudniej pozbyć się właśnie przerywników, bo nie wypowiada się ich świadomie – i to one często nas zdradzają w najmniej odpowiednim momencie.
Klnąć czy nie klnąć?
Sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak sugeruje nazwa święta. Badania brytyjskich uczelni wykazały, że przeklinanie może zwiększać tolerancję na ból – uczestnicy eksperymentu dłużej wytrzymywali rękę w lodowatej wodzie, gdy wolno im było kląć. Efekt słabnie jednak u osób, które robią to często, bo słowo traci swoją siłę.
Przekleństwo działa jak wzmacniacz emocji
, ale tylko wtedy, gdy jest rzadkie. Używane zbyt często staje się szumem i przestaje cokolwiek wyrażać.
Pochodzenie polskich wulgaryzmów
Ciekawe jest to, skąd biorą się polskie wulgaryzmy. Znaczna ich część ma rodowód prasłowiański i liczy sobie ponad tysiąc lat, co czyni je jednymi z najstarszych wyrazów w naszym języku.
Kiedy przeklinanie kosztuje
W Polsce publiczne używanie słów nieprzyzwoitych nie jest wyłącznie kwestią dobrego wychowania. Kodeks wykroczeń przewiduje za nie odpowiedzialność – mowa o grzywnie lub naganie, a przepis bywa stosowany, zwłaszcza gdy zachowanie ma charakter awantury w miejscu publicznym.
Jak przetrwać 17 grudnia?
- Obserwuj swoje nawyki. Przez godzinę policz, ile razy ci się zdarzyło – wynik bywa zaskakujący.
- Przygotuj zamiennik. Odruch łatwiej podmienić niż zlikwidować, a polszczyzna ma w tej roli sporo starych, zabawnych słów.
- Uważaj na sytuacje wyzwalające: korki, awarie sprzętu, rozmowy z instytucjami.
- Zaproponuj to znajomym. W grupie łatwiej, a poza tym ktoś wreszcie wyłapie te przerywniki, których sam nie słyszysz.
Cel tego dnia nie polega na wyeliminowaniu przekleństw
z języka, bo to zadanie z góry przegrane i niepotrzebne. Chodzi raczej o odzyskanie nad nimi kontroli – żeby to my decydowali, kiedy takie słowo pada, a nie odruch.